sobota, 15 lutego 2014

Imagin ' Roar '

Na stówę są tutaj błędy i momentami brak polskich znaków. Rozdział został już poprawiony ^^ . Jeszcze raz przepraszam za wszystko, obiecuję poprawę od następnego rozdziału.
Kocham Was.
~L

Usadowiłam się na siedzeniu między Kastielem, a Rozalią. Obok czerwonowłosego siedział jeszcze Lysander, który już wyciągnął swój notatnik i zaczął w nim pisać kolejny wiersz, czy tam piosenkę.
- Pierwszy raz lecę samolotem- Roza przerażona przełknęła ślinę.
Moja przyjaciółka była naprawdę śliczna. Najładniejsza ze wszystkich moich znajomych. Miała długie, białe włosy dzisiaj spięte w wysokiego kucyka. Złote oczy błyszczały od przerażenia, ale też z ciekawości i ekscytacji. Nerwowym ruchem raz po raz poprawiała swoją wiktoriańską sukienkę.
- Oj, Roza, nie przesadzaj - Kastiel przeciągnął się - To naprawdę nic strasznego.
Dzisiaj po raz pierwszy od kilki dni się uśmiechał. Miał prześliczny uśmiech na bardzo przystojnej twarzy. W końcu był najseksowniejszym chłopakiem w liceum. Czerwona grzywka opadała mu na piwne oczy, ale cały czas odrzucał ją do tyłu. Z kieszeni czarnych spodni wystawało jego MP3, a w słuchawkach dudniło Winged Skull. O proszę, tego dnia miał nawet koszulkę z nimi.
- Mówisz tak, tylko dlatego, ze latałeś już kilka razy!- moja przyjaciółka Zacisnęła dłonie na fotelu.
- No - posłał jej złośliwy uśmiech.
- Witamy państwa na pokładzie samolotu Boeing 767-300- usłyszeliśmy głos z głośników.
- Ja to już znam na pamięć. Nie słucham jej - Kastiel spojrzał na mnie - A ty Diana?
- Nie, chyba nie. Jak to znasz, to nieważne - uśmiechnęłam się, co on odwzajemnił.
- A możecie z łaski swojej się zamknąć?- warknęła do nas Rozalia - Ja chce wiedzieć co mam robić w razie wypadku!
- Dobra, dobra. Lysiu może zostawisz już ten notatnik?- czerwonowłosy szturchnął ramię Lysandra.
Ten tylko podniósł na niego wściekły wzrok zielono- złotych oczu. Biała grzywka nastroszyła się. Nawet jego klatka piersiowa, ukryta pod czarnym, wiktoriańskim płaszczem urosła trochę.
- Nie- wywarczał tylko białowłosy i zaczął szaleńczo pisać coś w zeszyciku.
- Jak tam chcesz- Kastiel odwrócił się i chyba znowu chciał mnie zagadać, ale ruszyliśmy. Samolot zaczął powoli jechać w stronę pasu startowego. Szybko przejrzałam się w lusterku i poprawiłam mojego brązowego kucyka.
- Boje się- Rozalia chwyciła mnie za rękę.
- Spokojnie, dasz rade - rzuciłam.
- Nie ma czego- Parsknął czerwonowłosy - Serio.
- Spadaj - Roza jeszcze mocniej ścisnęła moją rękę i odwróciła wzrok w stronę okna.
Zatrzymaliśmy się, żeby po chwili zacząć przyśpieszać. Wznieśliśmy się w powietrze dość szybko. Nie mogłam uwierzyć, że wzamian za niewstawianie Kastielowi tych wszystkich uwag, dyrektorka otrzymała od jego rodziców prawie darmowy lot!
Nagle usłyszeliśmy wrzask. Zdziwiona odwróciłam się w stronę jego źródła. Rozalia zaciskała palce na poręczy swojego fotela. Była blada jak ściana, wpatrywała się w małe okienko. Usta miała otwarte, krzyczała prosto i bez wysiłku.
Czerwonowłosy zaczął się śmiać. Chciałam go za to zganić, ale po dłuższej chwili sama zaczęłam chichotać. Oparłam się o ramie chłopaka, próbując zahamować śmiech, ale mi nie wychodziło. Razem dusiliśmy się chichocząc jak wariaci. Jedynie Lysander westchnął. Wychylił się tak, żeby widzieć białowłosą i spróbował ja uspokoić.
- Dobra, Roza spokojnie. To nic takiego, najgorsza część za tobą. Zaraz samolot się wyśrodkuje i będzie okay.
To nic nie dało. Białowłosa dalej patrzyła wystraszona w okienko. Krzyczała dalej tak samo głośno jak przed chwilą.
- Rozalia, zamknij się do cholery jasnej!!!- wrzasnął Kastiel na cały samolot. Białowłosa od razu się zamknęła, ale za to patrzyła na chłopaka z wyrzutem.
- No nareszcie- Parsknął i odchylił się na siedzeniu.
- Panie Kastielu Ross, proszę pohamować swoje nerwy, inaczej policzymy się na lotnisku- usłyszeliśmy ponownie z głośnika męski głos.
- T-tata?- tym razem Czerwonowłosy zrobił sie bladziutki. Z przerażeniem pomieszanym z zaskoczeniem wpatrywał sie w głośniczek nad nami.
Zewsząd słyszałam śmiechy. Wszyscy spoglądali na zdziwionego czerwonowłosego, który zaczął zmieniać kolory. Jego twarz z białej, przeszła  w zieloną, żeby w końcu przybrać barwę dorodnego pomidora.
- Cholera- Parsknął nie patrząc na nas.
Rozalia wybuchła histerycznym śmiechem, to samo Lys i ja. Czerwonowłosy miał minę, jakby chciał nas zabić, ale zignorowaliśmy go i dalej chichotaliśmy jak najęci.
- Można juz odpiąć pasy - warknął po dłuższej chwili.
- No już, nie naburmuszaj się - uderzyłam go lekko w ramię.
- Nie naburmuszam się. Po prostu źle sie czuję, wiedząc, że stary mnie kontroluje - skrzywił sie.
- Nie żaden stary, tylko tata Kastiel - usłyszeliśmy kobiecy glos obok siebie.
Zdziwiona podniosłam zielone oczy i zobaczyłam stewardessę. Miała długie czarne włosy, spięte w francuski warkocz. Delikatny makijaż, skupiający uwagę na brązowych oczach, był bardzo prosty. Usta rozciągały sie w szerokim, szczerym uśmiechu, ukazując białe zęby.
- Ma- Mama?!- Kastiel był wyraźnie zaskoczony i, być może, przerażony. Wpatrywał sie w kobietę przed nami, jakby zobaczył ducha.
- Cześć słońce. Co słychać?- mama Kasa poczochrała mu włosy.
- Jest okay... Znasz już moich przyjaciół?
- Nie, mógłbyś...?
- Tak, tak. To jest Lysander - wskazał na białowłosego, który grzecznie skinął głową.
- Dzień dobry.
- Cześć Lys- mama Kastiela usmiechnela sie szeroko.
- To jest Diana- Czerwonowłosy pokazał mnie.
- Dzień dobry - uśmiechnęłam sie serdecznie.
- A to Roza.
- Doberek!- białowłosa dalej była blada, ale uśmiechnięta.
- To ty tak krzyczałaś?- zachichotała mama Kastiela.
- Tak- Rozalia zarumieniła się - Pierwszy raz lecę samolotem.
- No to dobrze. Chcecie coś z wózka?
- Nie, dzięki - warknął Kastiel.
- To ja już was zostawiam. Do później!
- Matko, moi rodzice z nami lecą!- Kastiel złapał sie za głowę.
- Daj spokój, to nic złego- wzruszyłam ramionami.
- Będą mnie cały czas kontrolować!
- Daj spokój - warknęła Roza - Są bardzo mili.
- Ale tylko przy gościach - Parsknął chłopak, zamykając tym samym temat.
Po dłuższej chwili odezwałam się:
- No to teraz tylko siedem godzin i będziemy w Kanadzie!
- Tsa... Też sie cieszę - burknął Czerwonowłosy.
- Nie moge sie doczekać, kiedy w końcu zobaczę Jacoba- Lysander zamknął notatnik i wsunal go do kieszeni.
- A ja wcale. Kiedy myślę o tym całym Williamie...- parsknął Kastiel - Jest strasznie nudny.
- Czemu?- spytałam.
- Lubi książki, gry komputerowe...- skrzywił się.
- No a moja Ava?!- Rozalia aż podskoczyła z oburzenia na fotelu - Ona to jest dopiero dziwna!
Następna godzina upłynęła nam na konwersacji o naszych listowych przyjaciołach.
- Nie wiem jak wy, ale ja idę spać - powiedziałam i ułożyłam sie do snu- Dobranoc!
Bylam juz prawie w objęciach Morfeusza, gdy poczułam, ze moja głowa zsuwa sie na czyjeś ramie. Chyba Rozalii, bo poczułam jak mnie przytula i też opiera sie o moją głowę.
•••
- Diana! Diana, obudź się!  - usłyszałam wrzask nad sobą.
Podniosłam głowę i zobaczyłam przerażoną twarz Rozy. Przekręciłam sie w bok i zobaczyłam szyję Kastiela. Czyli spalam na jego ramieniu. Oj.
- Co sie stało?- Przetarłam oczy.
- Lądujemy awaryjnie - Lys przełknął ślinę.
- Czemu?- otrząsnęłam się - Co sie stało?!
- Zamknij sie i słuchaj komunikatu!- Rozalia była podenerwowana.
- Szanowni państwo, lądujemy awaryjnie. Proszę zapiąć pasy, a kiedy wystrzelą poduszki bezpieczeństwa proszę udać sie w stronę wyjścia- glos mamy Kastiela z głośników był lekko przerażony.
- Spokojnie, wszystko bedzie dobrze- Kastiel starał sie zachować spokój, ale coś mu nie wychodziło. Nagle zgasło światło.
Ja też powoli zaczynałam panikować. Cholera, a jeśli spadniemy? Jeśli nam sie coś stanie?
Po moich policzkach zaczęły sie toczyć łzy. Kiedy Kastiel to zauważył od razu przysunął się i starł je szybkim ruchem ręki. Chwycił moją twarz w obie dłonie i wywarczał bardzo cicho.
- Nie rycz. Proszę cię, tylko nie rycz- przygryzł wargę i spojrzał na mnie jeszcze raz.
Zacisnęłam usta w wąską kreskę i powstrzymywalam sie od płaczu.
- Złapmy się za ręce!- krzyknął Lys.
- Po co?!- Kastiel spojrzał na niego zdziwiony.
- Nie wiem!
W końcu jednak trzymaliśmy sie za ręce. Ściskałam mocno dłonie Kastiela i Rozalii.
Nagle coś nami szarpnęło i zaczęliśmy spadać. Wszyscy krzyczeli, łącznie ze mną. Zacisnęłam powieki i mocniej ścisnęłam dłoń czerwonowłosego, co on tylko odwzajemnił.
- Damy radę!- krzyknęłam cicho, dalej mając zamknięte oczy.
- Wiem!- wrzasnęła Rozalia.
Zaczęłam się trząść. Byłam naprawdę przerażona. Kastiel kiedy tylko to zobaczył, puścił moją dłoń i przytulił mnie mocno do siebie.
- Spokojnie Diana... Spokojnie- jego głos łamał się - Wszystko bedzie dobrze.
W pewnej chwili poczułam jak uderzamy o ziemię. Coś stuknęło, walnęło z wielką mocą. Zacisnęłam mocniej dłoń na kurtce Kastiela. Usłyszeliśmy szuranie po dachu. Nagle zatrzymaliśmy się.
Rozalia puściła moją dłoń. Kastiel odsunął się. Lysander patrzył na wszystko zdezorientowany.
- Cz- Czy ja żyje?- wyszeptałam cicho.
- Chyba... Chyba tak- wyszeptał Lysander.
Na środku samolotu stanęła dyrektorka. Jej szary kok rozsypał się,Różowa sukienka podarła. Patrzyła na nas stalowym zimnym spojrzeniem szarych oczu.
- Wysiadać. Zaraz was przelicze.
Wygramoliliśmy sie z samolotu. Wyglądał okropnie. Przód był zgnieciony, tak samo jak ogon. Jedno skrzydło oderwało się i dryfowało w morzu.
Znajdowaliśmy sie na wyspie. Pod naszymi stopami chrzęścił piasek, otaczały nas zielone drzewa i krzewy. Wylądowaliśmy na jakiejś plaży, czy coś w tym stylu.
- Ciekawe, gdzie jesteśmy - wymamrotała Rozalia.
- Nie wiem- rzucił Lys.
- Ja też nie- powiedzieliśmy w tym samym momencie Kastiel i ja.
- Proszę państwa, proszę sie ustawić parami, zaraz was przelicze- dyrektorka stała przed nami i krzyżował ręce na piersi.
Ustawiłam sie za Rozalią, obok nas Lys i Kastiel.
- Dobrze, jesteśmy wszyscy w komplecie. Teraz pójdę sprawdzić co z obsługą samolotu. Proszę stąd nie odchodzić- krzyknęła i oddaliła się.
We czwórkę usiedliśmy na ogromnym kamieniu. Panowała cisza, słyszało sie tylko szum fal w oceanie.
- Cholera- warknęłam i przelknelam ślinę.
- Ładna Kanada, nie?- rzuciła Rozalia.
- Tak, prześliczna - warknął Kastiel.
I rozmowa sie urwała. Każdy był pogrążony we własnych myślach.
No to ładnie! Po prostu pięknie, skończyliśmy na jakiejś wyspie! Oby byli tu jacyś ludzie.
Po chwili pojawiła sie dyrektorka.
- Proszę państwa - zaczęła bardzo powoli - Sa ofiary śmiertelne.  Nie żyje cala obsługa samolotu.
- Kastiel? - Lysander szarpnął go za ramię.
Czerwonowłosy nie poruszył sie. Zagryzł wargi do krwi i wpatrywał sie pustym wzrokiem w jakis martwy punkt. Mocno zaciskał zęby, nic nie mówił.
- Kas... Tak mi przykro- wyszeptałam cicho. Rozalii łzy naszły do oczu.
- Zostawcie mnie- Czerwonowłosy wstał. Odszedł kilka metrów i wyciągnął z kieszeni papierosa.
Chciałam do niego pójść, coś powiedzieć, może uspokoić, ale nie wiedziałam co miałabym zrobić. Chciałam go po prostu przytulić, powiedzieć, ze bedzie dobrze, jak on mówił mi w samolocie.
Już wstawałam, żeby do niego pójść, kiedy poczułam jak Lys chwyta mnie za ramie.
- Diana- odezwał się - Daj mu spokój. Niech on sam to przetrawi.
- Proszę państwa uczcijmy ich pamięć minutą ciszy- powiedziała dyrektorka i spojrzała smutnym wzrokiem na Kastiela. Chyba mu nawet odpuści, że poszedł zapalić.
Milczeliśmy wszyscy w poszanowaniu dla zmarłych.
- Dobrze. Teraz musimy pójść i poszukać dobrego miejsca, na spędzenie nocy. Za mną proszę!- rzuciła starsza pani i ruszyła przed siebie.
- Pójdę po niego - wyszeptałam cicho do Lysandra, na co on skinął głową.
Oddaliłam sie od białowłosego i Rozalii. Podeszłam do czerwonowłosego chłopaka, który kończył już drugiego papierosa.
- Co jest?- warknął nie patrząc na mnie.
- Idziemy szukać miejsca na nocleg- szepnęłam.
- Zaraz przyjdę. Możesz już iść.
- Nie wiesz jak tam dojść.
Rzucił mi tak ostre spojrzenie, że prawie poczułam jak kłuje mnie serce. Ale nie ruszyłam sie z miejsca. Nie zamierzałam zostawiać go samego w środku nieznanego terenu.
- No dobra. Chodźmy - wrzucił papierosa do wody i ruszył razem ze mną.
Szliśmy w ciszy, czasem tylko przerywanej trzaskami zapalniczki. Z trudem zapalił trzeciego już papierosa.
- Jak sie czujesz?- mruknęłam tak cicho, jak tylko sie dało. Mógł to równie dobrze zignorować, udając, ze nie usłyszał tego pytania.
- A ty?- spojrzał w moja stronę. Był bardzo blady, jego brązowe oczy świeciły pustkami, żadnych emocji.
- Nijak. Ani źle ani dobrze.
- Ja tak samo- warknął.
Szliśmy w ciszy na samym końcu grupy. On wypalał kolejne papierosy, ja zamyślona szlam obok niego.
Nagle poczułam jego dłoń na moim ramieniu. Spojrzałam na niego zdziwiona, ale nic nie powiedziałam. Zsunął swoją dłoń na moje biodro i przyciągnął bliżej siebie.
- Co robisz?- wypaliłam.
- Przytulam cię. Nie moge?
- Możesz- rozmowa urwała się.
W końcu zatrzymaliśmy sie na jakiejś polance. Dyrektorka wysłała wszystkich chłopaków do zbierania drewna i żeby zabrali z samolotu wszystko co tylko sie da. My dziewczyny, budowalysmy za to szałasy z liści palmowych, gałęzi i kamieni.
Po jakiejś pół godzinie razem z Rozalią postawiłyśmy jeden, ogromny szałas na cztery osoby. Było w nim bardzo ciemno, bo starannie go obudowałyśmy, ale prezentował sie całkiem nieźle.
- Dobrze, moi drodzy- powiedziała dyrektorka, kiedy wszyscy zebraliśmy sie dookoła niej - Utkneliśmy tutaj. Zatrzymujemy sie w tych oto szałasach. Żywimy sie tym co mamy, czyli owocami drzew i resztką jedzenia z samolotu. Jutro postanowimy co dalej. To idealna okazja, żebyście poznali lepiej nasza matkę naturę.
- Stara, zdziwaczała baba- warknął czerwonowłosy i na kolanach wszedł do naszego szałasu. Od razu rzucił się na stos liści imitujący łóżko.
- Macie telefon? - zapytał od razu.
Włożyłam ręka do kieszeni i poczułam kłucie w pałacach. Kiedy ja wyjelam zobaczyłam krew. Mój Samsung cały sie połamał.
- Tylko części...- posmutniałam.
- Mój gdzieś zginął - Roza pociągnęła nosem.
- Nie- Lys spuscil wzrok.
- W ogóle śpimy parami, bo nie starczyło liści na zrobienie czterech łóżek- powiedziałam i usiadłam obok Kastiela.
- Ja śpię z Lysiem!- krzyknęła Rozalia i usiadła na łóżku na wprost nas.
- Czyli my razem- Kastiel spojrzał na mnie i blado się uśmiechnął.
- Okay- odwzajemniłam to.
- Proponuję mały spacer po wyspie, żeby rozeznać sie w terenie - Lys wstał.
- Zgadzam sie!- podeszłam do chłopaka - Idziecie?
- Mhm- Kastiel wstał, tak samo Roza.
Wyszliśmy z namiotu i ruszyliśmy w głąb dżungli.
- Myślicie, że są tu tygrysy, czy coś?- zapytałam.
- Jasne, całe stada, które tylko czekają, by cię zjeść - warknął czerwonowłosy w moja stronę - Czy ciebie powaliło? Oczywiście, że nie.
- Zamknij sie Kastiel. Nikt ci nie dał prawa jej wyzywać - Rozalia zmarszczyła brwi.
Szliśmy dalej przez dżunglę. Na wysokich drzewach wisiały banany.
- Chcecie?- Czerwonowlosy niemal w ich stronę.
- Chętnie, ale na pewno do nich nie sięgniesz - rzuciłam.
- Zobaczymy. Lys, próbujemy?- Kastiel spojrzał na białowłosego.
Ten tylko westchnął. Zdjął swój wiktoriański płaszcz i położył go obok kurtki czerwonowłosego.
Chłopak uśmiechnął się. Postawił niepewnie stopę na najniższej gałęzi, żeby później postawić drugą na trochę wyższej. Po dłuższej chwili był już prawie na szczycie. Sięgał właśnie po kiść, kiedy mała galazka, na której oparł prawa stopę zerwała się.
- Kastiel!- krzyknęłam.
On tylko wrzasnął krótko, ale podciągnął sie do góry na rękach.
Rozalia, siedząca obok mnie, odetchnęła.
- Łapcie!- chłopak oderwał kiść bananów i zrzucił ja do Rozalii.
- I po co byłem ci ja?- Lysander patrzył na niego zdziwony.
- Żebyś mnie złapał, jakbym zaczął spadać- czerwonowłosy zaczął powoli schodzić. Sekundę później stanął juz obok mnie i wziął sobie jeden owoc.
- Wracajmy juz, ściemnia się - powiedziała Rozalia.
Zaczęliśmy wracać do obozowiska. Kiedy tam dotarliśmy akurat Nataniel razem z Alexym rozpalali ognisko.
- Gdzie byliście?- Nate podszedł do nas. Jego blond włosy, jeszcze godzinę temu idealnie ułożone, teraz sterczały na wszystkie strony. Biała koszula przybrudziła sie trochę, a niebieski krawat gdzieś zginął.
- Nie twój interes- warknął Kastiel - Gdzie zgubiłeś krawacik lizusie?
- Użyliśmy go na podpałkę- chłopak zmierzył czerwonowłosego ostrym spojrzeniem.
- Tylko do tego sie nadawał- Kastiel uśmiechnął sie do niego złośliwie i usiadł przy ognisku.
Szkolny gospodarz pohamował sie od wrednej uwagi i usiadł po drugiej stronie.
Zajęłam miejsce miedzy czerwonowłosym, a Lysandrem. Wyjęłam z kieszeni banana i spróbowałam go nadziać na kij, leżący niedaleko.
- Czekaj, końcówka nie jest ostra- Kastiel wyjął z kieszeni scyzoryk, wybrał mały nożyk i zaczął ostrzyć kij. Po chwili miałam juz na niego nadzianego banana, który ogrzewał sie nad ogniskiem.
- Dziękuję - rzuciłam Kastielowi.
- Nie dziękuj, tylko daj mi połowę - warknął.
Wszyscy we czwórkę podzieliliśmy sie owocem.
- Może, tak dla poprawienia humoru, straszne historie?- wstał Alexy. Jego niebieskie włosy jako jedyne nie zmieniły swojego stanu, dalej były rozczochrane. Miał kilka czarnych plam na policzkach, ale uśmiechał sie na całego. To sie nazywa optymista.
- Taaak!- tłum zawył.
- To ja idę - Skrzywiłam się - Nie mam ochoty tego słuchać. Dobranoc!- powiedziałam i wstałam od towarzystwa. Od razu skierowałam się w stronę naszego szałasu. Ledwo skuliłam się na zaimprowizowanym łóżku, ktoś wszedł do środka. Otworzyłam leniwie jedno oko. Kastiel.
Zdjął swoja kurtkę i rzucił ją obok mnie. Chwilę jeszcze stał, jakby nad czymś myśląc. Widziałam tylko złote języki ognia odbijające sie w jego oczach.
Położył się obok mnie. Westchnął głęboko.
- Śpisz?- usłyszałam jego szept.
- Nie- odpowiedziałam.
Tutaj nastała cisza. Zaczął wiać mocny wiatr, który sprawił, że skuliłam sie w embrionalną kulkę.
- Dam ci moją kurtkę - powiedział i narzucił na mnie skórę.
- Nie musisz...
- Zamknij sie i wciągaj ją.
Wsunęłam sie w ramoneskę i od razu poczułam, jak robi mi sie cieplej.
- Dziękuję.
- Nie ma za co - wymruczał cicho. Nagle objął mnie i przyciągnął do siebie.
- Kastiel, co ty...
- Zimno - mruknął cicho.
•••
Następnego dnia, kiedy się obudziłam Kastiela juz nie było. Za to na podłodze spał Lysander, a na łóżku Rozalia.
Podniosłam sie i przeczesałam włosy palcami. Postanowiłam poszukać czerwonowłosego
Wyszłam przed namiot i wpadłam na Kastiela, który akurat wycierał sobie włosy ręcznikiem.
- Cześć - rzucił i uśmiechnął się.
- Gdzie... Gdzie ty sie wykąpałeś? Jak umyles włosy? Skąd masz ręcznik!
Parsknął, a przez jego twarz przemknął cień uśmiechu.
- Chodź pokaże ci- kiwnął głową.
Musiało być naprawdę wcześnie, bo wszyscy jeszcze spali, nikogo nie minęliśmy.
Minęliśmy szałas dyrektorki i ruszyliśmy w stronę  drzew za nim. Szliśmy tak przez dłuższy czas, kiedy w końcu wpadliśmy na kolejna polanę.
Na jej środku znajdowało sie nieduże jeziorko. Z tak samo niewielkiego wodospadu wpadała do niego woda. Całe to miejsce otaczały kolejne drzewa bananowe.
- No to tu sie umyłem. A ręcznik ukradłem dyrce. Pożyczyć ci?
- Tak!- wyrwałam mu ręcznik z reki i nie zważając na jego obecność, zaczęłam sie rozbierać. Kiedy zostałam na samej bieliźnie weszłam do zimnej wody.
- Moge wbić do ciebie?- zapytał mnie.
- Przecież juz sie kąpałeś.
- No i?- i nie czekając na to co powiem dalej, zdjął koszulkę i spodnie. Usiadł na brzegu i zamoczył nogi w wodzie.
Podeszłam do wodospadu i wypłukałam pod nim włosy. On tylko przyglądał mi się.
- Diana...- wymruczał cicho- Wybierzemy sie może wieczorem na jakąś przechadzkę po tej dżungli?
- Jak Roza i Lys sie zgo...
- Nie. Tylko ty i ja- Przysunął sie bliżej i zamoczył swoje włosy w wodzie.
- ...Możemy. Czemu nie? Ale nie boisz sie?
- Czego?
- No dzikich zwierząt.
- Przestań. Mowie ci, nie ma tu ich.
- Jakieś są na pewno...
Wyszlam z wody i zaczęłam wycierać sie niedbale ręcznikiem.
- Daj. Ja to zrobię lepiej - wyjął mi z dłoni ręcznik.
Położył go na moich ramionach i delikatnie zaczął je wycierać. Nagle zrobiło mi sie gorąco, a nogi miałam jak z waty.
Powoli przesunął ręcznik w okolice bioder. Wytarł je, ostrożnie dotykając mojej skóry.
Nogi przetarł bardzo powoli i z uczuciem. Moja twarz musiała być teraz naprawdę czerwona.
- Proszę - oddal mi ręcznik.
- Dz- dziękuję - wciągnęłam na siebie spodnie, koszulkę i buty. Razem ruszyliśmy w drogę powrotną. Nie było nas może piętnaście minut, a juz wszyscy zdążyli sie pobudzić.
Kastiel pobiegł oddać dyrektorce ręcznik, a ja wróciłam do szałasu. Lys i Roza już od dawna nie spali, tylko gadali w najlepsze.
- O tu jesteś!- białowłosa klasnęła w dłonie - Gdzie byłaś?
- Gdzie Kastiel?- wymamrotał Lys.
- Zaraz przyjdzie. Byliśmy na spacerze.
- Patrz Lysiu, schadzki sobie urządzają - Roza zachichotała.
- Żadne schadzki, tylko zwykle spotkania towarzyskie- Kastiel wszedł do środka - Chodźcie, Dyrka chce nam coś powiedzieć.
Wygramoliliśmy sie wszyscy z szałasu i stanęliśmy przed dyrektorką.
- Dzień dobry mili państwo!- krzyknęła - Nasze plany na dzisiaj to dokładne spenetrowanie całej wyspy. Podzielimy sie na grupy i dokładnie przebadamy całą wyspę.
Rozlosowali nam drużyny. Ja i Rozalia byłyśmy w jednej z Natanielem i Kentinem. Za to Kastiel i Lysander z Amber i Kim. Biedaki.
- Dobra. Proponuje iść prosto przed siebie. I policzyć ile jest stad metrów do morza- powiedział Nate. Kiedy ja praktycznie byłam czyściutka, on był brudniejszy niż wczoraj.
- Zgadzam się- powiedział Alexy. Ja i Roza kiwnelysmy tylko głowami.
Chłopacy szli przodem, a my zaraz za nimi. Nagle Rozalia szturchnęła moje ramię.
- Co?- spytałam.
- Cii, nie mów tak głośno - Zachichotała - To tajemnica. Co jest miedzy tobą, a Kastielem?
- Eee... Przyjaźń?
- Nie wygłupiaj się. Widać, że coś jest między wami! To było takie słodkie, kiedy przytulił cię w samolocie.
- Roza, ja sie po prostu bałam.
- Ja też się bałam, ale on mnie nie przytulił. W ogóle słyszałaś co on do ciebie szeptał?
- On do mnie szeptał?!
- Tak! Idiotko, kiedy cię przytulał mówił do ciebie!
- Co mówił?
- Powiedział, że jeśli zginiecie to on chce ci tylko powiedzieć jeszcze jedną rzecz. Że jesteś dla niego najwazniejsza, ze myśli tylko o tobie i takie tam. Więcej nie pamiętam.
Zatkało mnie.
- On... On mnie kocha?
- Chyba tak. Bylibyście słodka parą- rozmarzyła się bialowłosa.
- Zaprosił mnie na przechadzkę dziś wieczorem...
- Mam nadzieję, że coś się wydarzy!
•••
- Diana, idziesz? - Kastiel stał juz przed namiotem.
- Idę!- odkrzyknełam i zaczęłam zakładać mocno sfatygowane trampki.
- Życzę powodzenia!- Rozalia cmoknęła mnie w policzek.
Szybko wyszłam z szałasu. Chłopak już na mnie czekał, bawiąc się scyzorykiem.
- Jestem- uśmiechnęłam się niepewnie.
- Idziemy gdzieś dalej?
- Mhm.
Chwycił mnie ostrożnie za rękę i zanurzyliśmy się w gąszczu. Razem skakaliśmy po kamieniach, wspinaliśmy się po drzewach i jedliśmy mango. Oczywiście, wszystko z dużą dozą śmiechu, roznoszonego dalej przez wiatr.
- To może teraz mały wyścig?- uśmiechnął się, a jego prawa brew powędrowała do góry.
- Bardzo chętnie.
- Kto pierwszy wejdzie na jedno z tych dwóch drzew. Ja biorę prawe, ty lewe.
- Co jest nagrodą?- uśmiechnęłam się zadziornie.
- Jeśli wygram... Jutro kąpiemy się razem!
- No ej!
- Taak- mrugnął do mnie i zaśmiał się.
- Ale jeśli ja wygram... Spisz na podłodze!
- No ej!- zmarszczył brwi. Wytknęłam mu tylko język i przygotowałam do biegu.
- Na trzy. Raz, dwa, trzy! - wrzasnął chłopak i zaczął biec.
Puściłam się dzikim biegiem na drzewo. Wdrapywałam się wysoko, ku koronie drzewa. Skakałam z gałęzi na gałąź, w ogóle nie myśląc o tym, ze spadnę i coś sobie złamie. Liczyła się dobra zabawa w towarzystwie czerwonowłosego chłopaka.
Znajdowałam się już na samej górze, a Kastiela nigdzie nie widziałam.
- Kastiel?- krzyknęłam, gdy poczułam coś przede mną. Wrzasnęłam przerażona i prawie spadłam na ziemię, ale silne dłonie chwyciły mnie w talii, wciągając na górę.
- Dzięki - mruknęłam do czerwonowłosego, który siedział oparty o pień.
- Ty miałaś wziąć to drugie drzewo- uśmiechnął się złośliwie.
- Tak? Pomyliłam się - zachichotałam.
On tylko uśmiechnął się. Siedzieliśmy chwilę w ciszy, patrząc sobie w oczy.
- Wiesz co...- zaczął cicho- Mam ci coś do powiedzenia...
- Wal- uśmiechnęłam się i usadowiłam na wprost niego.
- Bo wiesz co... Już od dawna coś...- nie zdążył dokończyć, bo usłyszeliśmy ryk.
Spojrzał na mnie przerażony, a potem w dół drzewa. Przyczajony w krzakach siedział tygrys. Najprawdziwszy tygrys, pomarańczowy w czarne pasy. Obnażał swoje zęby. Dzięki Bogu, chyba nas nie widział.
- K- Kastiel...- wymruczałam.
- Widzę - przygryzł wargę - Chyba będziemy musieli spędzić tu noc...
- Ale... Jak?
- Normalnie- chłopak przesunął się i teraz opierał się o pień palmy - Chodź tu. Usiądziesz miedzy moimi nogami.
Zrobiłam co kazał i oparłam się o jego klatkę piersiową.
- Prześpij się - warknął.
- A ty?
- Ja nic. Sobie posiedzę.
- Nie zgadzam się.
- Zamknij się w końcu i nie ruszaj się! Ten tygrys cały czas jakby nas szuka.
 Potulnie zamilkłam. Oparłam głowę na ramieniu chłopaka. On tylko zacisnął dłonie dookoła mojej talii, żebym nie spadła. Potem pocałował mnie delikatnie w czoło.
- Kastiel?
- Tak?
- Jak my stad zejdziemy?
- Jeszcze nie wiem. Poczekamy, aż ten tutaj się oddali.
•••
Na drzewie siedzieliśmy jakieś dwie, trzy godziny. Nie wiem jakim cudem, przechodziliśmy po gałęziach innych krzaków. Skakaliśmy na nie, huśtaliśmy się na lianach.
Kiedy tylko wróciliśmy na teren obozowiska skierowałam sie do szałasu. Kastiel złapał mnie jednak za rękę.
- Bardzo jesteś zmęczona?
- Nie. A co?
- Pokaże ci coś jeszcze - pociągnął mnie w stronę strumyka, w którym sie wczoraj kąpałam. Unosiły sie nad nim świetliki. Było ich setki, tysiące. Mrugały wesoło. Na krzakach błyszczały jakieś kwiaty, których wczoraj nie zauważyłam.
- Wygląda zupełnie inaczej, nie?- chłopak uśmiechnął się.
- Ślicznie!- Pisnęłam. Ściągnęłam buty i zanurzyłam nogi w strumieniu. Kastiel zerwał różowy kwiat. Odgarnął mi do tyłu przeszkadzające kosmyki moich włosów i wetknal go za ucho. Tym razem w jego oczach odbijała sie moja twarz.
Nagle nachylił się. Zamknął oczy i powoli zbliżał swoją twarz do mojej. Jego malinowe wargi rozchyliły sie łapczywie w poszukiwaniu moich.
Byłam mentalnie gotowa na pocałunek. Też przymknelam oczy i czekałam.
Brakowało centymetra, może półtora, kiedy nagle coś wpadło w toń jeziorka.
Chłopak odsunął sie ode mnie szybko i spojrzał w krzaki obok, które zatrzęsły się. Był zarumieniony z zażenowania.
Żeby ukryć moje zawstydzone spojrzenie również skierowałam swój wzrok na krzaki.
- Lys, zabije cię! Miałeś być cicho, a schrzaniłeś taki moment!- usłyszeliśmy głos Rozalii.
- No to nie moja wina, ze ten kamień tak mnie uwierał!
- Twoja, trzeba było nie włazić, gdzie nie trzeba!
- Możecie już wyjść. Wszystko słyszeliśmy - krzyknęłam.
Roza i Lys wychylili się z za krzaków. Po dłuższej chwili z nich wyszli. Chyba byli mocno zawstydzeni.
- No to my... Ten tego ... Przepraszamy- wymruczała Roza, przyglądając się czubkom swoich butów.
- Nie ma problemu - Parsknął czerwonowłosy. Potem podniósł się i wrócił do obozowiska.
- W czym wam przeszkodzilismy?
- Właśnie miał mnie pocałować...
- Lysander! Zabije cię! - Rozalia spojrzała na białowłosego wilkiem - To mógł być piękny moment!
- No dobra... Przepraszam...- wymamrotał białowłosy i oddalił się.
- Naprawdę, przepraszam cię. My byliśmy tak ciekawi...
- Nie, naprawdę nic sie nie stało - powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- Kastiel jest pewnie wściekły.
- Domyślam się.
- No cholera, zabije tego Lysandra!- wstała, a ja zrobiłam to samo. Razem odeszłyśmy w stronę naszego szałasu.
Lys już spał. Czerwonowłosy za to odwrócił sie do ściany. Nie spał, widziałam jego oczy.
Położyłam sie obok niego.
 Nie mogłam zasnąć. Krecilam sie na wszystkie strony, nie mogąc znaleźć wygodnej pozycji. W dodatku było mi zimno, chciało mi sie cholernie pić.
Przekręciłam sie na prawy bok i zamknęłam oczy. Chwilę później poczułam dłoń na moim biodrze. Podniosłam głowę. Kastiel patrzył na mnie smutnymi oczami. Zignorowałam go i kiedy już zasypiałam, poczułam jego usta na moim policzku.
•••
Następnego dnia, obudziłam sie pierwsza. Kastiel spał obok mnie. Jego czerwone włosy unosiły sie w rytm jego równego oddechu. Usta rozchylaly sie delikatnie.
Rozalia i Lys spali w najlepsze, tuląc sie do siebie.
Wyszlam z namiotu. Był piękny dzień, świeciło słońce.
Zobaczyłam dyrektorkę spacerującą przy wygasłym ognisku.
- Cholera jasna!- warknęła, patrząc na swój telefon.
- Czy coś sie stało?- zapytałam, stając obok niej.
- Jest tutaj zasięg, ale tak slaby, ze z trudem moge go złapać - burknela i odeszła dalej.
Wzruszyłam ramionami i odeszłam z powrotem do szałasu. Rozalia właśnie przecierała oczy.
- Hej - mruknęła.
- No cześć. Jak sie czujesz?
- Źle. Jestem brudna, głodna i pić mi sie chce.
- Idź sie wykąpać w morzu. I weź sobie jakiś owoc.
- Idziesz ze mną?
- Nie. Poczekam, aż oni sie obudzą i dołączymy do ciebie.
Ledwo wyszła usłyszałam chropowaty glos Kastiela:
- Ja już nie śpię - mruknął.
- To dobrze. Idziemy na plażę? Roza juz na nas czeka.
- Wolałbym dokończyć to, czego nie pozwolono mi wczoraj - spojrzał na mnie spod przymrużonych powiek.
- Nie mam nic przeciwko, ale...
- No to świetnie - nie pozwolił mi dokończyć, kiedy podszedł do mnie. Chwycił za nadgarstki i spróbował przycisnąć swoje usta do moich warg. Przerwał mu jednak huk.
Zrezygnowany odsunal sie ode mnie. Powoli zaczynało mnie bawić, ze za każdym razem, kiedy chce mnie pocałować, coś się dzieje.
Spojrzałam na źródło huku. Lysander podnosił sie z podłogi. Musiał spaść z łóżka.
- Lys! Ja cię kiedyś naprawdę zabije!- warknął czerwonowłosy i wyszedł z szałasu.
- Ale co ja zrobiłem?!- białowłosy patrzył na mnie zdziowiony.
- Przeszkodziles mu w pocałowaniu mnie. Znowu- uśmiechnęłam się.
- A tam. To nic takiego - podniósł się - Gdzie Roza?
- Na plaży. Idziemy do niej?
- Jasne.
Wyszliśmy przed nasz zaimprowizowany namiot. Kastiel stał i kurzył papierosa. Kiedy tylko zobaczył Lysandra, zacisnął zęby, ale nic nie powiedział.
We trójkę ruszyliśmy do kąpiącej sie juz Rozalii.
- Wchodźcie! Woda jest świetna!- bialowlosa machała do nas ręką.
Czym prędzej ściągnęłam z siebie koszulkę i spodnie. To samo zrobił Kastiel i Lys. Wskoczyliśmy do wody, a za naszym przykładem poszło kilka innych osób.
Popływaliśmy trochę dla rozgrzewki, żeby potem przepychać się w wodzie. Ja siedziałam na ramionach Rozalii, Lysander na Kastiela. Ja i białowłosa bez problemu wepchnęłyśmy chłopaków do wody.
- Słabi!- krzyknęła Roza, śmiejąc sie jak oślica.
- E tam, Lys nie umie pchać! - Kastiel wskoczył przyjacielowi na barki- Zamiana!
Próbowałam przepchnąć Kastiela, ale mi sie nie udało. On sam wrzucił mnie i Rozalię do wody.
- I kto tu jest teraz słaby?- zaśmiał się, kiedy tylko wynurzyłam sie z wody.
- Oh, zamknij sie - zachochichotaa Rozalia i posłała w stronę Lysa falę.
Zaśmiałam się cicho na ten widok. Nagle Kastiel znalazł sie niebezpiecznie blisko mnie. Objął mnie w talii i mocno przyciągnął do siebie.
- Teraz dokończymy - warknął patrząc mi prosto w oczy i wciągnął mnie pod wodę.
 Ledwo zdążyłam zacisnąć powieki, gdy poczułam na plecach dno morza. No tak, stałam praktycznie na płaszczyźnie.
Kastiel przycisnął swoje usta do moich warg. Całował bardzo powoli, delikatnie. Ostrożnie bawił sie moimi ustami. Jego prawa dłoń przesunęła sie na mój brzuch i musnela go palcami.
Poczułam, ze zaczyna brakować mi powietrza. Czerwonowlosy przyciskał mnie jednak jeszcze bardziej do dna. Czyżby zapomniał o oddychaniu?!
Jak za dotknięciem magicznej różdżki, tlen wrócił, a Kastiel dalej mnie całował. Zacisnął dłonie dookoła mojego ciała i jeszcze mocniej przyciągnął do siebie.
- Lysiu! Patrz! - usłyszałam niedaleko siebie glos Rozalii.
Kastiel w końcu zostawił moje usta. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, ze sie uśmiecha. Bardzo szeroko, tak jak nigdy nie widziałam.
Nie minęło kilka sekund, a on znowu przycisnal swoje usta do moich.
- Dobra, dobra! Kończymy!- Rozalia popchnęła mnie delikatnie, przez co spadłam z klatki piersiowej czerwonowłosego - Wszyscy sie na was patrzą.
Rzeczywiście. Otaczał nas całkiem spory tłumek gapiów.
- No i..?- Kastiel chciał zignorować Rozę i wrócić do przerwanego zajęcia, ale wstałam i otrzepałam się.
- No i nie robcie przedstawienia- Lysander pomógł mu sie podnieść - Dzisiaj wieczorem jest ognisko. Mamy pomóc zbierać owoce i drewno.
- My pójdziemy po owoce- Rozalia prędko naciągnela na siebie spodnie i koszulkę. Kiedy zrobiłam to samo, czym prędzej pociągnęła mnie w stronę lasu.
- No to wszystkiego dobrego na nowej drodze życia!- krzyknęła i zaśmiała sie.
- Rozalia...- westchnęłam - Ja... Ja nie jestem do końca pewna co do niego czuję.
Spuściłam wzrok na ziemie. To byla prawda. Nie wiedziałam co czuje do Kastiela. Oczywiście był przystojny, bardzo mi sie podobał.  Ale czy to coś więcej?
- Czujesz motylki w brzuchu, kiedy go widzisz?
-... Tak.
- Co robisz, kiedy go widzisz?
-... Rumienie się...
- Co o nim myślisz?
- Jest... Idealny.
- Tak, to miłość.
- Ale ja...
- Czemu się wahasz? Kochasz go i to widać. On ciebie też kocha. I naprawdę do siebie pasujecie.
- Nie wiem...
- Wiesz. Kochasz go. On jest dla ciebie idealny- Roza zerwała troche bananów, mango. Ja zrobiłam to samo.
- Musicie być razem, bo ja tego nie przeżyję! Jesteście stworzeni dla siebie!
- Mhm...
- Nie rob takiej miny. Wracamy do obozowiska.
Kiedy wróciłyśmy do szałasu i zostawilysmy jedzenie przy łóżkach, nagle do środka wbiegł Lysander:
- Chodźcie, dyrka ma coś do powiedzenia!- krzyknął i wyciągnął nas obie z namiotu.
- Panie i panowie!- dyrektorka stała na kamieniu - Otóż dzisiaj udało mi sie połączyć z naszą szkołą, Która połączyła sie z lotniskiem. Jutro przyślą po nas samolot i wracamy do domu!
Wszyscy zaczęli krzyczeć, płakać i gwiżdżeć. Wracamy do domu! Do mamy, taty, ciepłego łóżka! W końcu wracamy do domu!
Pewnie pobieglabym z Rozalią tańczyć do innych, ale zobaczyłam Kastiela, siedzącego samotnie pod drzewem.
- Czemu siedzisz sam?- oparłam głowę o jego ramię - Nie cieszysz sie z powrotu do domu?
- Do czego ja wracam? Nie mam do czego. Puste cztery ściany - warknął nie patrząc na mnie.
Zrobiło mi sie go tak okrutnie żal. Aż ścisnęło mi serce.
- Eh... Nie martw się... Masz mnie- spojrzałam na niego. On nawet sie nie uśmiechnął. Pocałował mnie tylko i wstał. Otrzepał spodnie i wszedł do naszego szałasu.
- Roza, Lys!- zawolalam moich przyjaciół - Słuchajcie, jest sprawa.
- Wal - Roza usmiechneła się.
- Eh... No bo wiecie... Kastiel jest sam... Bez rodziców. Może wyprawmy im jakiś pogrzeb...
- Wiecie... Przydałoby się- Lys skrzywił się - Nie garnę się do tego, ale zrobię to dla niego.
- Ja też- Roza przełknęła ślinę.
- Dobrze. Wiec chodźcie, wykopiemy groby...
Cale popołudnie spędziliśmy kopiąc grób dla rodziców czerwonowłosego. Później ruszyliśmy w stronę zniszczonego samolotu.
- Musimy ich znaleźć - zaczęłam chodzić dookoła samolotu.
 Po jakichś piętnastu minutach, usłyszałam głos Lysandra.
- Tu są!
Razem z Rozą podeszłyśmy do niego. Rodzice Kastiela leżeli u naszych stóp. Mocno razem spleceni, trwali w ostatnim pocałunku. Rozalia uroniła łzę, ja z reszta też. Lysander tylko zaciskał zęby.
- Dobrze... Do roboty - Otarłam policzki. Poszłam po kilka ogromnych liści palmy i położyłam je na ziemi. Nie wiem jak Rozalii i Lysandrowi udało sie przełożyć ciała na nie. Z trudem przenieśliśmy je na plażę i włożyliśmy do grobów.
- Lys... Pójdziesz po Kastiela?- Rozalia stała obok mnie i patrzyła na białowłosego.
Ten tylko kiwnął głową. Po chwili wrócił z szarpiącym sie Kastielem.
- Po co mnie tu ciągniesz?- warknął czerwonowłosy. Ale kiedy tylko zobaczył ciala swoich rodziców zamilkł. Stanął miedzy mną, a Rozą nic nie mówiąc.
- Wpadliśmy na taki pomysł... Chcesz im coś powiedzieć?- zapytałam cicho. On tylko skinął głową. Odeszliśmy na bok. Czerwonowlosy nachylił sie nad grobem i zaczął coś mówić. Mówił długo, z uczuciem i żarem, ale bardzo cicho. Po dłuższej chwili skończył i skinął na nas głową. Podeszliśmy bliżej.
Lysander pomógł Kasowi zasypać ciała. Odmówiliśmy jeszcze modlitwę i wróciliśmy do szałasu.
- Dziękuję wam- mruknął tylko Czerwonowłosy i położył sie na łóżku.
Wtulilam sie w jego klatka piersiowa i momentalnie zasnęłam.
•••
Godzina czternasta trzydzieści, a my właśnie lądujemy na lotnisku J'taime w centrum Paryża.
- W końcu dom!- Rozalia skakała na siedzeniu. Szybko odpięła pas i pierwsza wybiegła na płytę lotniska. Ja, Kas i Lys wyszliśmy zaraz za nią
- Pierwsze co zrobię to wezmę długi prysznic.
- A ja wezmę wielką kąpiel- rozmarzyłam się.
- Chyba pogram troche na gitarze- Czerwonowłosy objął mnie lekko w talii.
- A ja napisze wiersz!
Pobiegliśmy całą grupą w stronę wejścia na lotnisko. Od razu otoczyły nas kamery, ale nie odpowiadaliśmy na żadne pytania i szliśmy dalej jak kazała dyrektorka.
- Nareszcie Francja!- krzyknął Kastiel i pocałował mnie delikatnie.
- Ekhm... Przepraszam- ktoś stuknal mnie w ramię. Odwróciłam sie i zobaczyłam swoją matkę.
- Mama! - krzyknęłam i Zarzuciłam jej ręce na szyję - A gdzie tata?
-... Nie żyje.
Musiałam przytrzymać sie ściany, żeby nie zemdleć.
- Żartujesz tak?
- Nie. Dwa dni temu miał wypadek. Zderzenie czołowe, zginął na miejscu - z oka mojej rodzicielki spłynęła łza.
Poczułam jak w gardle rośnie mi wielka gula, uniemożliwiająca mówienie. Mrugałam szybko oczami, z których potoczyły się łzy.
- Diana- Kastiel od razu mnie przytulił. Chwyciłam poły jego kurtki i zaczęłam płakać. Bolało mnie tak bardzo, jakby ktoś wbił mi nóż w serce.
- Diana, spokojnie. David jest teraz w lepszym miejscu - moja mama też zaczęła płakać - Naprawdę.
Oderwałam się od Kastiela i zarzuciłam mamie ręce na szyję. Szlochałyśmy wtulone w siebie. Mój chłopak był wyraźnie przerażony i zdezorientowany tym co się dzieję.
- Diana, uspokój się - załkała moja mama- Cieszę się, ze ciebie widzę całą i zdrową. Możesz przedstawić mi swojego kolegę.
- Mhm- pociągnęłam nosem- T-to jest Kastiel. Mój chłopak. Kas, moja mama Rose.
- Dzień dobry - Kas skłonił się - Bardzo mi przykro z powodu pani męża. Znam ten ból. Moi rodzice zmarli w katastrofie naszego samolotu.
- Ach!- wyrwało sie mojej mamie i ta zaczęła znowu płakać.
- Proszę, niech pani, nie płacze. Diana, ty też nie.
- J-ja przepraszam, ale... Nie mogę - zaczęłam sie trząść.
- Eh... Może... Chodźmy na kawę, albo coś?
- Tak... To dobry pomysł. Ja stawiam- moja mama chwyciła Kastiela lewą ręką, a mnie prawą i razem ruszyliśmy do pobliskiej kawiarni.

Rozdział XIII: Pierwszy śnieg.

Hej. 
Znowu mega poślizg z naszej strony, kurwa :c
Przepraszamy Was najmocniej, po prostu... wiecie jacy denerwujący potrafią być rodzice nie? :(
Pod tym postem głosujcie na numerek, postaramy się Wam jakoś wynagrodzić te ciągłe spóźnienia
+ na blogu ostatnio pojawia się coraz więcej postów, przez nasze kłopoty, więc jeśli chcecie być naprawdę na bieżąco zaglądajcie tu częściej (:
Rozdział 12, voila!

mały ps od M- Laura, jesteś moim bogiem *-* dzięki ci że wstawiłaś rozdział!!!
Rozdział XIII: Pierwszy śnieg.

- Kastiel? Jak to? W kim?!- Nataniel odżył. Usiadł obok mnie na łóżku.
- Może powiem ci rano? Jest już po drugiej...- uśmiechnąłem się do niego jak głupi do sera.
- Sram na to- wzruszył ramionami - Więc kim jest ta szczęściara?
- ...Lucy, a kto inny?- ukryłem twarz w dłoniach, uśmiechając się jeszcze szerzej.
- Wiedziałem!- szturchnął mnie w ramię i zaczął się śmiać- Po prostu wiedziałem! Już pierwszego dnia jak rozmawialiście, wiedziałem, że coś jest na rzeczy!
- Ale... co mam z tym zrobić?- spojrzałem na niego zdezorientowany.
- No a jak myślisz kurwa?! Na randkę ją zaproś.
- Ale wczoraj się spotkaliśmy i...
- I ja nic o tym kurwa nie wiem?!- spojrzał na mnie zdziwiony - Powinienem cię zamordować!
- Więc co mam zrobić?
- No... Nie wiem Kastiel... Powiedz jej to. Umów się z nią jeszcze raz na jakiś spacer i wtedy jej powiesz.
- A jak spieprzę sprawę?
- Jeśli też się w tobie kocha, to na pewno to oleje i rzuci ci się w ramiona.
- Ale co z naszym planem. Mieliśmy nie wiązać się w żadne związki.
- Eh... Słuchaj... Możesz mieć dziewczynę, tylko nie okazujcie sobie miłości w szkole, dobra? Poza szkołą, róbcie co chcecie, ale tak to nie. I żeby nie stała się dla ciebie ważniejsza od gangu.
- Okay, rozumiem.
 - Ale numer! Zakochałeś się- pokręcił głową z uśmiechem - Muszę zadzwonić do chłopaków!
 - Spierdalaj!- rzuciłem w niego poduszką, ale zdążył już wyjść.
Padłem na materac, szczerząc się do sufitu.
To jednak całkiem fajne uczucie.

***

Następnego dnia spadł pierwszy śnieg w tym roku. Jak się później okazało ostatni. Byłoby super, gdyby nie to, że nie wziąłem z domu żadnej kurtki czy czapki i Nataniel musiał mi pożyczyć.
Ledwo weszliśmy do szkoły, Nate rzucił się przez korytarz krzycząc:
- Kastiel się zakochał! Ludzie, słyszycie! Kastiel się zakochał!
- Nataniel, zginiesz skurwielu!- wrzasnąłem i zacząłem biec za nim.
Nie dogoniłem go jednak, bo klasa w której mieliśmy mieć lekcje była zaraz obok.
- Chłopaki, słyszeliście nowinę?!- blondyn stanął przed naszymi przyjaciółmi. Był zziajany, policzki miał czerwone od zimna, a oczy mu błyszczały. Uśmiechał się jeszcze szerzej niż ja wczoraj.
- Jaką? Taką, że Amber spytała mnie o chodzenie?- Lysander podniósł na nas wzrok.
- Zrobiła to?! O ja pierdolę!- zacząłem się śmiać. Po chwili dołączyli do mnie Alexy i Nate. Białowłosy siedział za to ze zbolałą miną i czekał aż skończymy chichotać.
- Tak zrobiła to. Byś widział jak to wyglądało. Jej guma prawie eksplodowała mi na twarz, kiedy powiedziałem jej, nie.
- Wyobrażam to sobie- Alexy dalej się śmiał.
- Potem walnęła mnie z liścia i tak po prostu sobie poszła - Lysander zapatrzył się w bok - Ona jest jednak pierdolnięta.
- Dlatego się nią nie przejmuj- pchnąłem jego ramię.
- No ale nie taki jest news dnia!- Nataniel prawie eksplodował z radości - News jest taki, że Kastiel się zakochał!
Alexy i Lysander spojrzeli na mnie jak na idiotę.
- Mówisz serio?- Alexy skrzywił się - Nie wiesz w co się pakujesz.
- Wiem, albo się domyślam- wzruszyłem ramionami.
- To ciężki kawałek chleba.
- Dobra, nie zniechęcajcie go. Myślę, że dla Lucy się postara- otrzymałem kuksańca w bok od Nataniela.
- Czyli jednak Lucy- tutaj Alexy uśmiechnął się - No to będzie leciutko.
- Czemu?- spytał Lysander.
- Ona bardzo dba o swoje związki i sama wysila się więcej niż chłopak, z tego co słyszałem.
W tym momencie zadzwonił dzwonek, ratujący mnie od komentarzy chłopaków.

***
Po lekcjach poszedłem do mojego mieszkania. Chciałem zabrać resztę rzeczy i odwołać jego wynajem u właściciela.
Drżącą ręką nacisnąłem klamkę. Otworzyły się. Wparowałem do salonu z dzikością geparda. Nikogo w środku nie było.
No tak przecież nie zostawiłem mu kluczy, jak niby miał je zamknąć.
Wytargałem z szafy walizkę i zacząłem do niej pakować moje ubrania. Zabrałem resztę oszczędności. Wszystkie dokumenty, legitymacje i teczkę ze sztuczną osobowością.
Na sam szczyt upchnąłem moje zdjęcie z babcią. Nie miało zbyt wielkiej wartości, ale dla mnie było bardzo ważne.
Wyszedłem na zewnątrz i zamknąłem drzwi na klucz. Miałem w dupie, że były tam rzeczy mojego ojca. Nic się nie zmienił stary skurwysyn.
Później poszedłem do właściciela mieszkania, który był moim sąsiadem. Od razu zapłaciłem za wynajem i powiedziałem, że jeśli przyjdzie jakiś starszy facet, podobny do mnie to niech od razu wzywa policję.

***
Weszli do mieszkania. Było już po stypie, koło osiemnastej.
Mama od razu zrzuciła z siebie niewygodne szpilki, czarną sukienkę i rajstopy. Kastiel wziął z niej przykład. Szybko zdjął z siebie garnitur i buty.
- Damy radę- jego ojciec podszedł do matki i przytulił ją- Nie maż się, damy radę.
Kastiel spojrzał na niego wilkiem. Pewnie liczył na coś dziś wieczorem.
Żona odsunęła się od niego i ruszyła w stronę sypialnii. Czarnowłosy chłopak chciał pójść za nią, ale poczuł bolesny ucisk na ramieniu i uderzenie w plecy.
Syknął.
- No chodź. Już dawno nie stała ci się krzywda- warknął jego ojciec.
Kastiel poczuł rosnącą w nim złość i gniew. Czuł jak rodzi się w żołądku, powoli przyspiesza i dociera do gardła. Zacisnął pięści i zgrzytnął zębami.
Wyrwał się ojcu. Nie wiedział jakim cudem.
Podniósł rękę w górę. W jego oczach coś płonęło. Sam dokładnie nie wiedział co. Nienawiść? Żal? Bezsilność?
- Albo nie- nagle pokornie schował ręce za plecami - Nie będę takim idiotą jak ty i nie uderzę cię.
Chłopak wszedł do sypialnii za matką, która leżała na łóżku, skulona w embrionalną kulkę.
Kastiel położył się obok niej. Ona odwróciła się.
Płakała.
Przylgnęła do torsu chłopaka i zaczęła płakać.
- Wszystko będzie dobrze. Obiecuję mamo- przytulił ją mocniej do siebie.

~  ~  ~

Argh, jest jeszcze tak masakrycznie krótki. Przepraszam cierpię na depresję twórczą i mam problemy z napisaniem czegoś porządnego... W następnym poście imagin, zapraszam i jeszcze raz PRZEPRASZAMY.
~L

piątek, 14 lutego 2014

Odkryliście cyferkę 13!

Ostatni post dzisiaj :')
Dobra, po pierwsze dopiero teraz zauważyłam że Laura nie przeprosiła za obsówę.
Mówiłam jej 3 razy że ma wstawić rozdział. Serio, gdyby nie ja ten blog dawno by umarł T_T
Po drugie- odkrywamy dziś cyferkę.
Gratuluję aktywności, 1 głos ._____.
Cóż, to prawdopodobnie nasza wina.


Wybrałyście (Katarzyna Michalska wybrała) numerek 13. Oto i on:
przypał Marty
Na moim pierwszym biwaku harcerskim z koleżankami zrobiłyśmy konkurs tańca na rurze w kostiumach kąpielowych. Kiedy ja tańczyłam mój drużynowy wbił do namiotu

Komentarze pod tym postem służą do beki z mojego farta ^^
Pozdrawiam
M

Specjal walentynkowy cz. II

Specjalny post walentynkowy część II

Poniżej przedstawiamy część drugą naszych imaginów walentynkowych.
Tym razem stworzony przez Martę!
Zapraszamy do czytania
L&M

~  ~  ~

- Heeeej! Gwendoline!
    Podniosłam głowę. Nie miałam zamiaru też tak się drzeć. Nikt nie musiał wiedzieć kto jest wołany.
    - Gwen! Odpowiadaj jak cię wołam, a nie wtapiasz się w tłum - wydyszała ciężko Iris.
    - Przyzwyczaj się - mruknęłam - Jak tak bardzo chcesz mnie wołać na całą ulicę to nie używaj pełnego imienia.
    - Oj, już nie bocz się tak! Imię jak każde.. Ej!!! - krzyknęła za mną dziewczyna ale ja już upatrzyłam sobie ławkę i wtapiając się w tłum dookoła kierowałam się w jej stronę. Niech Iris trochę się namęczy szukając mnie.
    Rodzice nazwali mnie Gwendoline, po mojej babci, która podobno była cudowną kobietą. Wierzyłam w to ale i tak nienawidziłam mojego imienia. Od podstawówki wszyscy śmiali się z niego i prześladowali mnie. Miałam już tego dość. Będąc w drugiej gimnazjum opanowałam do perfekcji sztukę nie wyróżniania się. Mam brązowe włosy do ramion, przeciętną twarz. Nie jestem zbyt wysoka i ubieram się jak tysiące innych ludzi.
    Nienawidzę indywidualiów.
    -Znalazłam cię Gwend... Gwen. Serio, jak to jest że nawet znając cię nie jestem w stanie cię znaleźć?
    - Lata praktyki. - uśmiechnęłam się z lekka.
     Poszłyśmy razem do kawiarenki którą osobiście kochałam. Grali tam muzykę na żywo i podawali przepyszne latte i lody. Chciałyśmy się odprężyć po ciężkim tygodniu.
    Gdy tylko przekroczyłyśmy próg poczułyśmy nieziemski zapach domowej roboty naleśników, a do naszych uszu dotarła muzyka. Zajęłyśmy jedyny wolny stolik.
    Gdy zagłębiłam się w pluszowe miękkie fotele, cała złość zaraz mnie opuściła. Poprosiłam o sorbet jabłkowy i cappuccino. Popijając kawę, gawędząc z przyjaciółką znalazłam się w raju. Gdy miałam wrażenie że osiągnęłam szczyt szczęścia tuż przy uchu zadźwięczał mi delikatny męski głos.
    - Czy możemy się dosiąść? Nie ma już wolnych miejsc.
    - Eh, nie pytaj się, siadaj. - ten pomruk o denerwującym wydźwięku brutalnie sprowadził mnie na ziemię.
    Do tego przetrącając kręgosłup i obijając pośladki.
    Kastiel.
    Ten mrukliwy gbur chodził do równoległej klasy, należał do moich prześladowców z podstawówki i tak się wyróżniał że miałam drgawki od samego siedzenia obok niego.
    Mogło być jednak jeszcze gorzej.
    W porównaniu z Lysandrem, najlepszym przyjacielem czerwonowłosej małpy był szary jak przydrożny śnieg.
    Lysander miał srebrne włosy, ubierał się w stylu wiktoriańskim, był wokalistą w zespole tworzonym razem z Kastielem i miał więcej fanek niż niejedna gwiazda.
    To trochę tak jakby podnieść szmatę zamoczoną w tym czego w ludziach nienawidzę a potem wycisnąć ją do foremki szumnie nazywanej Lysandrem.
    Miałam ochotę się porzygać.
    - Hej, Gwendoline, uśmiechnij się, to są największe ciacha w naszej szkole! - szepnęła do mnie przyjaciółka.
    - Okay, już się uśmiecham. - wygięłam usta w łuk - Wybaczcie, muszę już wracać do domu. Iris, zobaczymy się w poniedziałek.
    - Zostań jeszcze trochę!
    Na jej słowa podniosłam się i sięgnęłam po płaszcz, lecz na wieszaku już go nie było. Poczułam jak coś jest narzucane mi na ramiona. Odwróciłam się.
    - Pozwól że cię odprowadzę, jest już ciemno. Nie powinnaś chodzić sama po mieście. - Lysander uśmiechał się do mnie.
    Miałam ochotę mu przywalić.
    Zamiast tego grzecznie podziękowałam i wyszłam zanim odpowiedział. Wymieszałam się w tłum i odeszłam 30 metrów od kawiarenki. Nikt nie był w stanie mnie zobaczyć z takiej odległości. Szczególnie gdy nie chciałam być znaleziona.
    Jednak gdy się odwróciłam białowłosy był tuż za mną.
    - Tak chcesz się bawić? Proszę bardzo. Zobaczymy ile dasz radę - cicho powiedziałam pod nosem.
    Wmieszałam się między ludzi dookoła i skręciłam w jakąś uliczkę. Gdybym posiedziała tam parę minut chłopak już by mnie nie znalazł.
    Nagle poczułam jak ktoś ciągnie mnie za nadgarstek. Jakiś obleśny typ próbował złapać mnie za piersi.
    - Zabawimy się, laleczko? - poczułam okropny smród dawno niemytych zębów.
    - Ej! Zostaw ją!
    Wykorzystałam chwilę nieuwagi zboczeńca, i mocno się szarpnęłam. Bez odwracania się z całej siły wpakowałam mu łokieć w brzuch. Następnie zapodałam mu prawego sierpowego. Gdy złapał się za twarz i wypluł trochę krwi popchnęłam go na mur. Kopnęłam leżącego w krocze i stanowczym krokiem odeszłam. Lysander pobiegł za mną.
    - Mówiłem ci że niebezpiecznie jest chodzić samej w nocy. - Stwierdził, zrównując ze mną krok.
    - Gdyby pewien natręt mnie nie śledził nie musiałabym się chować w ciemnej uliczce.
    - Gdyby ten natręt wtedy nie odwrócił uwagi zboczeńca, wolę nie myśleć co by się z tobą działo.
    - Musimy o tym gadać?
    - Ty zaczęłaś.
    - Nie prawda, ty zacząłeś
    - Nie ważne. Gdzie mieszkasz?
    - Nie powiem ci. Tak w ogóle to czemu za mną leziesz?
    - Odprowadzam cię. Już jeden cię zaatakował, lepiej nie kusić losu. A o atak na samotnie idącą piękną dziewczynę nietrudno.
    Weszliśmy do uliczki w parku.
- Zostaw mnie, już dobrze. - próbowałam się opanować ale nie mogłam. Jego ostatnie słowa przelały czarę goryczy. Wybuchłam. - Co we mnie do cholery jest takiego nadzwyczajnego? Jestem brzydka, mam okropne imię, nie mam charakteru, nie okazuję uczuć!!! Wiem że nie jesteś normalny, ale czepiać się mnie, akurat mnie ze wszystkich kobiet na ziemi, to dziwactwo!
    W tym momencie po prostu złapał mnie za ramiona i lekko musnął swoimi wargami moje. Poczułam cudowny, słodki, bliżej nieokreślony zapach.
    - Jesteś naprawdę śliczna.
    Pocałował mnie trochę śmielej, ale wciąż delikatnie. Trochę jakby na moich wargach odpoczywał motyl.
    - Masz cudowne imię.
    Następny pocałunek był bardziej namiętny i dłuższy. Poczułam ciepło rozpływające się po całym ciele.
    - A co do charakteru...
    Teraz już się nie powstrzymywał. Pocałował mnie mocno i namiętnie. Jego język lekko przejechał po moich wargach a następnie rozchylił je. Smakował mandarynkami.
    Wtedy się ocknęłam. Moja prawa pięść z całej siły wbiła się w brzuch chłopaka. Ten upadł na ziemię.
    - Idiota! Debil! Oddaj mi mój pierwszy pocałunek!
    - ...to jak teraz reagujesz to twój charakter. I do tego jesteś bardzo...uczuciowa.
    - Ugh, naprawdę jesteś dziwakiem. - Mruknęłam, masując dłoń.
    - Czyli nie mam szans, co...? - Uśmiechnął się nieśmiało, stając obok mnie. Trzymał się za brzuch, a na jego twarzy gościł grymas.
    Muszę zacząć panować nad siłą.
    - Eh... Sprawiasz że mam ochotę znowu ci przyłożyć. Chodź, zapraszam cię do domu. Nie ciesz się za bardzo.
    - Jak mam się nie cieszyć? Dziewczyna którą lubię zaprasza mnie do dom...
    Stanął i patrzył na mnie przerażony. Jego policzki płonęły. Naprawdę był wkurzający.
    Podeszłam do niego, chwyciłam jego dłoń i pociągnęłam go za sobą.
    - Denerwujące, serio. Że też akurat taki dziwaczny idiota o skłonnościach masochistycznych musi być... - mruczałam cicho.
    - Musi być czym? - zapytał
    -Tym w którym się zakochałam.

Special walentynkowy cz. I

Specjalny post walentynkowy część I


Hej, hej, hej!
Wszystkiego najlepszego z okazji najbardziej chorego święta wymyślonego przez ludzi ^^
Jak tam wasze związki? Macie jakieś? Choćby fikcyjne?
Do nas dziś zadzwonili chłopacy. WYZNALI NAM MIŁOŚĆ! Teraz Marta chodzi z Lysandrem a Laura z Kastielem <3
Przygotowałyśmy dla was 2 imaginy. Ten poniżej napisała Laura.
Ze świata jarania się Słodkim Flirtem
L&M
~  ~  ~

 - Musimy porozmawiać- warknął do mnie Kastiel.
Wybrał sobie naprawdę kiepski moment. Był piątek, godzina dwunasta trzydzieści i cała nasza paczka stała pod szkołą. Wszyscy chcieli się wybrać do jednego z nas, urządzić sobie niewielki melanż i spać razem w jednym pokoju, jak w wakacje. Akurat dyskutowaliśmy do czyjego domu idziemy. 
- Ja mam wolną chatę, możemy iść do mnie!- wrzasnął Kentin- Czy wszyscy są za?
- Jasne, ja idę!- krzyknęłam, po czym wróciłam do Kastiela, który patrzył na mnie wyczekująco- Pogadamy u Kena- uśmiechnęłam się do niego.
- Chcę pogadać na osobności- zmrużył oczy.
- Emm... Nie teraz- wymamrotałam i odeszłam w stronę paczki.
Widziałam, że chłopak westchnął, ale odwrócił się do Lysandra.
Byłam ciekawa co Kas chce mi powiedzieć, ale zaskoczył mnie tym, że chce pogadać na osobności. Bałam się, że na mnie naskoczy, sama nie wiem za co, ale... To jest właśnie urok Kastiela, jest nieprzewidywalny.
- Mała, co się stało?- Rozalia pochwyciła moje spojrzenie i pociągnęła w stronę grupki, idącej chodnikiem- Co to za smutna mina?
- Jaka smutna mina?- wyszczerzyłam do niej zęby- Coś ci się przywidziało!
Nagle doszli do nas Lysander i Kastiel.
- A czy wy macie smutne miny?!- wrzasnęła Roza modulując głos. Lys zachichotał a czerwonowłosy wepchnął ręce do kieszeni i wbił wzrok w chodnik- Kastiel uśmiechnij się!
- Po chuja? Nie widzę sensu- wzruszył ramionami.
Rozalia zrobiła tak smutną minę, że sama nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
Stanęłam przed Kastielem, kładąc mu palce w kącikach ust i podnosząc je do góry.
- Co ty odwalasz?- spojrzał na mnie jak na debilkę.
- Pomagam ci się uśmiechnąć- podniosłam je jeszcze wyżej- Mrr, z tym uśmieszkiem ci seksownie.
Parsknął, a na jego twarzy w końcu pokazał się cień radości. Potargał mnie po moich rudych włosach i zaśmiał się.
- Don't worry, be happy!- zaśpiewała Rozalia.
- Nie drzyjcie się, bo siarę robicie!- Kentin i Kim idący z przodu spojrzeli na nas lekko wkurzeni.
- Powinniście się już przyzwyczaić!- krzyknął Lys.
Dzięki Bogu Kentin nie mieszkał daleko, bo tylko ulicę dalej. Zatrzymaliśmy się tylko w sklepie, po trochę piwa, fajek i jedzenia.
Wbiegliśmy do domu, zrzuciliśmy buty i krzycząc wbiegliśmy do salonu. Kastiel zawodowo przeskoczył kanapę i dopadł wieży. Dał muzykę na full i razem z chłopakami, zaczęli przesuwać kanapy pod ściany.
- Chodźcie! Wyłożymy jedzenie- pociągnęłam dziewczyny do kuchni.
Zaczęłyśmy rozsypywać chrupki, chipsy, m&m'sy i popcorn do misek. 
Wzięłam do ręki piwa i fajki i weszłam z dziewczynami do salonu. Dziewczyny rozstawiły przekąski na szklanym stoliku, a ja schowałam pod niego alkohol.
- Może najpierw potańczymy?- powiedział Kastiel, duszkiem wypijając pierwszą puszkę piwa.
- Niee- westchnęłam, sama biorąc szklankę, wypełnioną złocistym wywarem do ust. Zapaliłam papierosa i zaciągnęłam się głęboko. 
- Zagrajmy w coś!- wrzasnęła Kim, wyciągając po puszce z pod stolika i rzucając jedną Kentinowi- Zagrajmy w 'zgadnij kim jesteś'! Kas, ty zgadujesz!
Kentin poszedł po samoprzylepne kartki, gdy czerwonowłosy wziął drugie piwo.
Lysander wziął jeden z żółtych papierków i coś niedbale na nim nabazgrał. Po chwili przykleił ją Kastielowi do czoła. 
     Napisał na niej moje imię.
     Cholera.
Spojrzałam pretekcjonalnie na białowłosego, ale on tylko wzruszył ramionami.
- Okay... Jestem mężczyzną?- czerwonowłosy odstawił piwo na bok.
- Zdecydowanie nie- zaśmiałam się.
- Jestem fajny?
- Tak!- krzyknęła Roza. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Znam tego kogoś?
- Mhm. Nawet bardzo dobrze- Kentin wyszczerzył zęby.
- Czy jestem ładny?
Cholera, Kastiel musiałeś wybrać akurat to pytanie?
- Tak, jesteś ładny- powiedziała Kim.
- Mam chłopaka?
- Nie- zaciągnęłam się.
- Cholera, trudne...- czerwonowłosy zmarszczył brwi- Czy jestem tutaj w tym domu?
- Tak!- zachichotała Roza.
- Mam białe włosy?- Kastiel spojrzał na nią.
- Nie- zachichotałam.
- Czy jestem farbowaną rudą dziewczyną o brązowych oczach?
- Tak!
- Ej, ej, ej. W jednym mnie oszukaliście..
- W czym niby?- spojrzałam na niego zaskoczona.
- Ona nie jest ładna!
- Dzięki- parsknęłam, biorąc kolejną puszkę piwa. Nawet nie wiedział jak zabolały mnie te słowa.
- Ty jesteś śliczna- zarumienił się i wziął bardzo duży łyk piwa.
- Uuu! Romanse się nam tu plączą- Kentin czknął.
***
Po kilku godzinach było już dużo lepiej. Impreza w końcu się rozkręciła. Każdy wypił już po kilka puszek piwa i świat był dużo bardziej kolorowy. (Wybaczcie ale muszę to napisać. Jak tu teraz jest "bardziej kolorowy". LAURA NAPISAŁA NAJPIERW KOLOROWSZY  XD /M)
- Pytanieee czy wyzwanie?- Kentin czknął.
- Wyzwanie!- krzyknęłam, opierając głowę na ramieniu Kastiela. Chłopak przesadził mnie sobie na kolana i zaczął całować po szyi. Odchyliłam głowę, ułatwiając mu do niej dostęp. Musieliśmy być naprawdę mocno schlani.
- Mówiłem, że nam się tu romanse zaczynają- zaśmiał się brązowowłosy- Pokaż cycki!
Wstałam i zdjęłam z siebie koszulkę.
- A stanik?- spojrzał na mnie błagalnie.
Już miałam go odpiąć, gdy poczułam ręce Kastiela na plecach.
- Nie rób tego maleńka- mruknął mi do ucha.
- Dlaczego? Ja chcę!
- Bo one sa tylko moje- czknął, po czym przygryzł płatek mego ucha.
- Dobra, dobra! Wy się tu kurwa nie miziajcie, to ona nie pokaże biuustu!- Rozalia rozlała sobie trochę piwa na spodnie.
Kastiel zignorował ją. Pociągnął mnie z powrotem na fotel. Usadził sobie na kolanach i zaczął przesuwać dłonią po moich udach.
- Mhm... ci to się lubią- zaśmiał się Lysander- Wyjmujcie komórki i zdjęcia róbcie, bo jutro nam nie uwierzą.
Czerwonowłosy wzruszył ramionami, nie przerywając spaceru po moich nogach. Wplotłam palce w jego włosy i sama cmoknęłam go w szyję. Rozalia już robiła zdjęcia.
- Weź ją na barana! Jak się nie wywalą to będzie hardcore!- Kim wypiła kolejną puszkę piwa.
Zapalili światło. Kastiel posadził mnie sobie na ramionach i spróbował przejść się tak po pokoju. W końcu jednak spadliśmy na rozłożone materace, śmiejąc się histerycznie. 
- To dobry pomysł, chodźmy spać- westchnęłam, kładąc się na brzegu i okrywając kołdrą.
- Nie!- wrzasnął Kastiel, który zaraz znalazł się obok mnie i ściągnął ze mnie okrycie.
- Zamknąć oczy dzieciaczki- krzyknął Kentin, śmiejąc się jak głupi.
Czerwonowłosy zignorował to. Oplótł sobie moje nogi w pasie i oparł ręce na moich biodrach.
- Mmm...Wiesz, ty też mógłbyś mnie tak czasem dotknąć- Kim przytuliła się do Kena.
- Oni też już są pijani!- parsknęła Roza.
Kastiel nic sobie nie robił z tych uwag. Pochylił się, przycisnął mnie do materaca i pocałował. Prześliznął się językiem po moich ustach, na co ja przygryzłam jego dolną wargę. 
-Mrr- mruknął cicho, nie rozłączając naszych ust. Połaskotałam go w podniebienie, na co on mocniej do mnie przylgnął.
- Idziemy spać, za bardzo się schlaliście. Wszyscy!- Rozalia wstała. Usiadła obok mnie i zepchnęła Kastiela- Spać idziemy, spaać- powiedziała do chłopaka.
On zamrugał szybko, po czym położył się. Objął mnie w talii i przyciągnął mocno do siebie.
  - Branoc maleńka- sapnął, po czym wtulił się w moją szyję.
- O właśnie tak! Idziemy spać!- Lysander zaczął wpychać wszystkich na materace. Kiedy w końcu każdy miał swoje miejsce, Lysander położył się obok mnie- Dobranoc pijaki!
- Branoc Lysiu!- odkrzyknęliśmy wszyscy.
Odwróciłam się i przylgnęłam ciasno do piersi Kasa. Zasnęłam, dopiero kiedy pocałował mnie w czoło.
***
Rano, kiedy się obudziłam strasznie bolała mnie głowa i miałam sucho w gardle. W dodatku nie mogłam swobodnie oddychać, bo coś ciężkiego leżało na mojej klatce piersiowej.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam... Kastiela, przyciskającego mnie do siebie z ustami na moim czole!
Czym prędzej wstałam, odpychając go od siebie. Obudził się, szturchając łokciem Rozalię, która też już przecierała oczy.
- Co ty odwalasz?!- wrzasnęłam na niego, marszcząc brwi.
- Ale o co ci kurwa chodzi?!
- Budzę się, a ty mnie przytulasz i całujesz. Co to miało być?!
- To ty nie wiesz co się działo wczoraj?- Roza podniosła się na łokciu.
- A co się działo wczoraj?- Kastiel zaskoczony spojrzał na białowłosą.
- Ty też... o nie- dziewczyna zachichotała- Czekajcie wezmę telefon.
Po chwili oglądaliśy już zdjęcia, jak ja i Kastiel się obściskujemy, całujemy i przytulamy. Oboje przyglądaliśy się temu zaskoczeni.
- Musimy porozmawiać- powiedział czerwonowłosy. Chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę kuchni.
- Dobrze. O czym?- spojrzałam na niego, cała się czerwieniąc.
Kastiel westchnął. Odszedł w stronę okna, ale po chwili wrócił. Nagle popchnął mnie na blat, po czym złapał gwałtownie za biodra i na nim posadził. Stanął pomiędzy moimi nogami, które zaraz połozył sobie na biodrach. Zaczął całować mnie po szyi. Nie mogłam mu się oprzeć i po prostu zacisnęłam ręce na jego plecach. Czułam jak jego wargi błądzą po mojej szyi, momentami ją przygryzając i sunąc po niej językiem. Mocniej przyparł mnie do blatu, sunąc ustami w dół. Jego wargi muskały teraz okolice 
mojego biustu. 
Czułam, że drżę. Chłopak nawet nie próbował przestać, tylko chwycił moją twarz i namiętnie mnie pocałował. Położyłam dłonie na jego policzkach i odwzajemniłam pocałunek. Był strasznie namiętny, dziki, prawie że zwierzęcy.
Objęłam go ramieniem za szyję, prosząc o więcej. Chłopak przeniósł dłonie na moje uda i podniósł mnie w górę, nie przestając całować. Znowu musnął językiem okolice mojego biustu. Przerzucił moje włosy na drugą stronę, wracając do pieszczot szyi. 
Dotykał mnie tak, jak zawsze chciałam być dotykana. Z pewnością, z mniejszą delikatnością, naprawdę czułam się przez niego pożądana. Tak, tylko to niczego nie wyjaśnia.
- Mieliśmy rozmawiać- szepnęłam, kiedy z powrotem usadził mnie na blacie.
Chłopak westchnął. Oparł się obok mnie, odchylając głowę do tyłu.
- Ależ to jak najbardziej jest rozmowa - stanął przede mną, muskając palcami mój policzek.
- Wolałabym, gdybyś mi to powiedział w bardziej... Werbalny sposób - odsunęłam jego włosy do tyłu.
Ponownie stanął między moimi nogami. Pochylił pokornie głowę i przyglądał się swoim dłoniom. Po chwili podniósł ją jednak do góry. W oczach widziałam szelmowski błysk.
- Co byś powiedziała na przygodę życia?- ściągnął mnie z blatu i ułożył sobie w ramionach jak pannę młodą.
- To znaczy?- spojrzałam na niego zaskoczona.
- Zostaniesz moją dziewczyną?- usadził mnie na stole, sam uprzednio siadając na krześle. Uśmiechnął się rozbrajająco.
- Tak!- powiedziałam, zsuwając się ze stołu prosto na jego kolana i całując go ostrożnie.

czwartek, 13 lutego 2014

LIEBSTER BLOG AWARDS AAAA ♥

Hej, hej! ♥
Otrzymaliśmy nominację do Liebster Blog Awards! Aaaaa, nawet nie wiecie jak się cieszę :3
Nominował nas blog http://duusia-duusia.blogspot.com/ za co dziękujemy z całego serca :D

Czym jest Libster Blog Awards?

„Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował”.

Pytania

1. Kto jest twoją inspiracją modową ?
L: Uwielbiam ubrania Perrie Edwards z Little Mix, chciałabym ubierać się tak jak ona :3
M: Nie interesuję się modą. Ubieram się tak żeby było mi wygodnie, ewentualnie moja mama ma świetny gust (glany, skóra, moro, awww :3 )
2. Czy obchodzisz święta typu : ' Walentynki, Halloween' itp. ? \
L. Tak! To fajny sposób na spędzenie wolnego czasu.
M: Nie, może będę obchodzić walentynki gdy będę mieć chłopaka.
3. Czym się interesujesz ? 
L: Moje pasje to pisanie opowiadań, taniec ( street dance dokładniej :3 ). Spędzam mnóstwo czasu na surfowaniu w internecie. Namiętnie gram też w gry ♥ ( Asssassin's Creed, Tomb Rider )
M: Kocham strzelnictwo (łuk, wiatrówka) grę na gitarze, muzykę (rock <3 ). Jestem też harcerką. A, no i ja też uwielbiam gry <3
4. Czy należysz do jakiegoś fandomu ? 
L: Tak, jestem Directioner, Sheerios ( Ed Sheeran ) i Alien ( Tokio Hotel ) ' Należę ' też do Shark Face Gangu ( Macklemore & Ryan Lewis ) Chciałabym należeć jeszcze do Smilers i Timberlakers, może z czasem... :3
M: Potterhead, Tribute, Demigod (Percy Jackson) i jestem Otaku ale nwm czy to jest fandom XD
5. Co sądzisz o cięciu się ?
L: Uważam, że osoby, które się tną są po prostu przytłoczone przez ogrom problemów i nie mają komu o nich opowiedzieć. Spędzają wolny czas na samookaleczaniu, to odwraca ich uwagę od codziennego życia. To bardzo przykre, że w naszym społeczeństwie niektórzy nie mogą znaleźć przyjaciela :(
M: Wiem że ból niektórym sprawia po prostu przyjemność, ale niektórzy robią to dla szpanu, a nie z powodu problemów. Co do tnących się, mam ochotę im po prostu przyjebać. Też nie mam w życiu łatwo, nie będę się tu rozwodzić nad tym ale mam wystarczająco dużo powodów by się ciąć. I i tak tego nie robię. Tacy ludzie mnie naprawdę wkurzają.
6. Jaki jest twój ulubiony kolor ? 
L: Fioletowy :D
M: Głęboki brąz, taki jak kolor oczu niektórych ( <3 )
7. Wolisz wolny czas spędzać samotnie czy w towarzystwie ?
L: To zależy od humoru. Generalnie w towarzystwie dobrych przyjaciół (:
M: Samotnie. Jestem z natury samotniczką, za dużo ludzi mnie przytłacza.
8. Czy przerabiasz zdjęcia zanim pojawią się na twoim blogu ? 
L: Photoscape, lub w Gimpie 2 kolor oczu haha x D
M: Nie dodaję zdjęć na bloga :P ale nie, po prostu nie potrafię XD
9. Jakich ubrań w twojej szafie jest najwięcej ? (sukienki, spodnie, koszule, bluze....) 
L: T-shirtów, których do niczego nie można dopasować i są zbyt niewygodne by je nosić. Nienawidzę ich!
M: Swetrów, kocham je :3
10. Potrafisz grać na jakimś instrumencie ? 
L: Na nerwach ♥ Jestę wirtuozę :D
M: Na harmonijce ustnej i na gitarze ^^

11. Masz rodzeństwo  ?
L: Brata, Iwona ;__;
M: Nie, jestę jedynaczką :)

Blogi, które nominuję:
1. http://slodkiflirt-fallinlove.blogspot.com/
2.http://nie-wszystko-jest-takie.blogspot.com/
3.http://slodkiflirtmojahistorialenna20.blog.pl/
4.http://where-no-one-needs-reason.blogspot.com/
5.http://nieprzyjazny.blogspot.com/
6.not-everything-is-so-easy.blogspot.com
7.http://oczami-scarlett.blogspot.com/
8.http://fanfiction-criminal.blogspot.com/2014/02/rozdzia-i.html
9.http://irresistiblemistake-fanfiction.blogspot.com/
10.http://jedirectioner.blogspot.com/2013/12/02-zayn-you-are-my-life.html
11. cannelles-life.blogspot.com

Pytania:
1. Skąd pomysł na taką nazwę bloga?
2. Ideał faceta?
3. Jak brzmi twoje przezwisko?
4. O czym myślisz przed zaśnięciem?
5. Jak spędzasz wolny czas?
6. Jakiej muzyki słuchasz? Ulubieni wykonawcy?
7. Kto jest twoim autorytetem i dlaczego?
8. Co denerwuje cię w ludziach?
9. Masz zwierzęta?
10. Do czego masz słabość?
11. Jaki smak najbardziej współgra z Twoim charakterem?


Jeszcze raz wielkie dzięki za nominację!
Do napisania!
L&M

Rozdział XII: Tknij Lucy skurwielu, a pożałujesz!

W niedzielę nie działo się nic specjalnego. Stary znowu gdzieś wybył, więc cały dzień spędziłem sam, grając na gitarze, którą szczerze mówiąc ostatnio trochę zaniedbałem.
***
Budzik w moim telefonie zadzwonił równo o szóstej trzydzieści. Od razu go wyłączyłem, starając się nie obudzić ojca. Jeszcze tego by brakowało.
Przetarłem twarz dłońmi. Tak bardzo nie chciało mi się robić cokolwiek. Ani iść do szkoły, ani siedzieć na fejsie... Nic, totalnie nic. I tak już od dłuższego czasu.
Z wielkim wysiłkiem podniosłem się z łóżka. Podszedłem do krzesła, z którego wziąłem ubrania z wczorajszego dnia. Po dłuższym namyśle odrzuciłem jednak żakiet i wciągnąłem czarną skórę.
Spakowałem do plecaka wszystkie książki i przerzuciłem go przez ramię. Odkluczyłem drzwi wchodząc do salonu.
Na kanapie spał mój ojciec. Jeśli nie zauważy mojego wyjścia, to będzie zajebiście.
Szybko zrobiłem sobie kanapkę i zjadłem ją jeszcze szybciej. Później poszedłem do łazienki się umyć.
Wróciłem do przedpokoju po plecak i już miałem wychodzić, kiedy usłyszałem zaspany głos mojego ojca:
- Kastiel... Gdzie ty idziesz o tej porze?
Kurwa mać! Musiałeś się akurat teraz obudzić?! Jebane życie.
- Nie twój interes- warknąłem, kładąc dłoń na klamce.
- Jestem...
- Tak, jesteś moim ojcem, który kompletnie mnie nie szanował, więc teraz odpłacam mu się tym samym!- krzyknąłem i wyszedłem z domu, trzaskając drzwiami najgłośniej jak się dało.
Myślałem, że będzie gorzej. Spodziewałem się, że wstanie i będzie próbował mnie zatrzymać. Widocznie nie interesuję go do tego stopnia. Akurat wychodziło to na plus.
Podszedłem do klasy, gdzie zaraz mieliśmy mieć chemię. Nataniela, Lysandra i Alexy'ego jeszcze nie było.
Usiadłem pod salą i zacząłem bawić się telefonem.
- Cześć Kastiel!- usłyszałem pisk nad sobą. Podniosłem głowę do góry i zobaczyłem Amber.
Z trudem powstrzymałem się od jęknięcia.
- Hej... Co słychać?- zapytałem, przybierając sztuczny uśmiech.
- Nic takiego. Ej, pomożesz mi?- usiadła obok mnie.
- W czym?
- Bo twój kolega jest bardzo przystojny- zachichotała i cała się zaczerwieniła.
- Który?- otworzyłem oczy szerzej.
- Lysander- spoważniała - Ma dziewczynę?
- Niestety tak...- wymamrotałem, z trudem hamując śmiech.
- Jak to?!
- No zwyczajnie. Ktoś cię wyprzedził- wzruszyłem ramionami.
Widziałem jak blondynka blednie, a do oczu zaczynają napływać łzy. Chcąc sobie oszczędzić tego widoku, wstałem i odeszłem w stronę klatki schodowej.
Wszedłem tam w dobrym momencie, kiedy Lucy właśnie traciła równowagę na schodach i spadała do tyłu.
Podbiegłem tam i wylądowała prosto w moich ramionach.
- Niezdaro- szepnąłem jej do ucha, kiedy się odwróciła.
- Kastiel! Jezu... Dziękuję! - zarzuciła mi ręce na szyję- To przez te książki! Mam ich za dużo i wiesz...
- Pomogę ci- zacząłem zbierać porozrzucane przedmioty - Gdzie masz teraz lekcję?
- Biologiczna- wzięła kilka zeszytów i luźno latających kartek.
Skinąłem głową i ruszyliśmy w stronę klasy. Jeszcze nikogo w niej nie było, nawet nauczycielki.
- Postawisz to na drugiej ławce od okna?- spojrzała na mnie.
- Jasne- odłożyłem rzeczy we wskazane miejsce.
- Lucy Mullingar, chyba ci coś mówiłem na JEGO temat!- odwróciliśmy się.
W drzwiach sali stał Kentin i patrzył na siostrę spod byka.
- Spadaj Kentin, będę rozmawiała z kim tylko będę chciała!- widziałem jak brązowowłosej błysnęły oczy.
- Ale dlaczego akurat z nim?!- ryknął Kentin wskazując na mnie.
- A co jest ze mną nie tak?!- podszedłem bliżej.
- Kastiel, ty się nie wtrącaj- syknęła Lucy.
- Będę się wtrącał, kiedy tylko będę chciał- warknąłem do niej, podchodząc jeszcze bliżej jej brata - Więc co? Co jest ze mną nie tak?
Chłopak przęłknął głośno ślinę i uciekł
spojrzeniem w bok.
Poczułem jak dziewczyna chwyta mnie za rękę, którą szybko wyszarpałem.
- Jesteś egoistycznym gburem, palaczem i skończonym idiotą- usłyszałem z ust Kentina.
     - Tylko tyle?! Myślałem że uważasz mnie co najmniej za mordercę, skoro jesteś taki milusi!
     - Ruchasz wszystko co się rusza! Widziałem cię kiedyś w klubie! Miałeś jeszcze czarne włosy - uśmiechnął się pogardliwie. -Tknij Lucy skurwielu, a pożałujesz!
Nie namyślając się długo zamachnąłem się i uderzyłem go w twarz.
Lucy krzyknęła cicho, ale nie zamierzałem przestać. Trudno, muszę dojebać temu skurwysynowi.
- Więc to tak?!- wrzasnął, trzymając się za policzek.
- Tak!- odkrzyknąłem i rzuciłem się na niego.
Zaczęliśmy się tarzać po podłodze, za wszelką siłę próbując uderzyć drugiego tak mocno jak tylko się da.
- Co tu się wyrabia?! Panowie proszę się opanować! Do gabinetu dyrektorki!- usłyszałem nad sobą.
Puściłem koszulę Kentina i spojrzałem w górę. Nad nami stał Pan Farazowski i patrzył na nas morderczym wzrokiem.
- No to idziemy!- chwyciłem Kentina za nadgarstek i wyszedłem z klasy.
***
Otrzymaliśmy uwagi po minus 30 punktów. Dodatkowo Kentin naganę słowną za sprowokowanie do bójki.
Postanowiłem zwiać z reszty lekcji.Chłopakom wysłałem sms-y, żeby innym powiedzieli coś o chorym braciszku, do którego muszę natychmiast jechać.
Wszedłem do domu koło godziny dwunastej. Na kanapie siedział mój ojciec i oglądał telewizję.
- Byłeś szukać pracy?- warknąłem, zdjemując kurtkę.
- Tak! Jutro mam okres próbny w warzywnym- powiedział i zaczął mi się uważniej przyglądać- Co ci się stało?
No tak. Zapomniałem o podbitym oku i rozciętej wardze. Nie przewidziałem, że Kentin umie się tak dobrze bić.
- To nic takiego - westchnąłem - Nie interesuj się.
- Dobrze, a to? Co to jest?- w rękach trzymał teczkę z moją sztuczną osobowością.
Czułem, że blednę. Cholera, cholera, cholera! Idioto! Nie zostawia się takich rzeczy na wierchu, Kastiel bezmyślny kretynie.
- Nieważne. Nie powinieneś interesować się sobą?
- O nie Kastiel! Tego już za wiele!- mój ojciec wstał. W jego oczach błyszczały te same ogniki co parę lat temu, kiedy podchodził do mnie, trzymając w ręku kabel - Jak ty się odnosisz do ojca, co?!
- Tak samo jak ojciec odzywał się do mnie! A raczej zwykły skurwysyn! - wrzasnąłem.
Stary poczerwieniał i próbował się na mnie rzucić, ale odepchnąłem go na bok. Pobiegłem do swojego pokoju. Szybko zamknąłem drzwi na klucz i podstawiłem pod nie krzesło.
Torba. Komórka. Plecak. Podręczniki. Jakaś kasa. Ładowarka. Nóż.
Wychyliłem się przez okno. Dobra, idę.
Mój ojciec zaczął uderzać w drzwi.
- Otwieraj jebany chuju! Otwieraj do kurwy nędzy!
Rzuciłem torbę z całą jej zawartością przez okno.
Stanąłem na jego parapecie i szkoczyłem, spadając na chodnik.
Ludzie patrzyli na mnie jak na debila, ale zignorowałem to. Zabrałem torbę z chodnika i zacząłem biec.
Po pół godzinie dotarłem na ulicę Johanny D'Arc, tam gdzie mieszkał Nataniel. Załomotałem w jego drzwi, które otworzył mi po kilku minutach.
- Cześć. Co jest?- spojrzał na mnie zdziwiony.
- Po... Powiedzmy, że... mam pewne pro...blemy- dyszałem - Mogę.... zostać... u ciebie?
- Jasne, wchodź - kiwnął głową - Wiesz, gdzie śpisz?
- Wiem. Dzięki stary.
- Ale co się tak właściwie stało?
- Stary... Nie mogę ci powiedzieć. W każdym razie nie teraz!
***
Koło drugiej w nocy, kiedy już powoli zasypiałem odezwał się mój telefon. Odebrałem nie patrząc na kontakt.
- Halo?- warknąłem.
- Kastiel... Ja cię tak bardzo przepraszam za Kentina...
A. Lucy.
- Po prsotu... On cię nie lubi... Nie podobasz mu się... Jakby wyczuwa, że... kiedyś zrobiłeś coś złego... i on nie daje sobie wytłumaczyć...
- Dobra, Lucy nie przejmuj się nim. Ja też go nie lubię. Luzik.
- Na pewno?
- Tak- usmiechnąłem się do słuchawki.
- Okay, to wszystko dobrze.
- To dobranoc życzę- powiedziałem, nakrywając się szczelniej kołdrą.
- Po dobranoc od ciebie na pewno będę spać lepiej. Słodkich snów.
Uśmiechnąłem się sam do siebie.
I nagle poczułem motylki w brzuchu. Przypomniał mi się jej uśmiech. Wydawało mi się że czuję jej zapach.
Doznałem olśnienia.
- Kto dzwonił?- blondyn stał w drzwiach i przyglądał mi się.
- Nate...
- No?
- Chyba się zakochałem...